I will always remember you
godz: 12:45 data: 2011.02.12


Враг

Враг навсегда остается врагом,
Не дели с ним хлеб, не зови его в дом,
Даже если пока воздух миром запах,
Он, хотя и спокойный, но все-таки враг.
Если он, как и ты, не пропил свою честь,
Враг не может быть бывшим, он будет и есть.
Будь же верен прицел, и не дрогни рука,
Ты погибнешь когда пожалеешь врага.

Как с утра набежали тучи,
А теперь светит месяц ясный.
Горько плачет краса-Маруся,
Только это теперь напрасно.
Парень статный, хмельное лето,
Да под осень пришла повестка,
Сколько песен об этом спето,
Нахрена же такая песня?
Звезды светят, девчонка плачет,
А парнишке другое снится:
Автомат, да вагон удачи,
Чтобы бой, чтобы ветер в лица,
Чтобы он да удар пропустит
Не бывало еще ни разу.
Завтра встанет, да песню в зубы,
Мать обнимет, да прыгнет в газик.

И вместо прощанья махнув из окна загорелой рукой
Рванется туда, где в дыму и слезах начинается бой,
Где звезды горят вместе с небом, от дыма не видно ни зги,
Где за лесом речка, за речкою фронт, а за фронтом враги.

Автомат, да вагон удачи,
Только парень опять не весел...
Письма ходят, девчонка плачет
Добавляя куплеты в песню.
Уже год идет наступленье,
И пылают чужие хаты,
Враг бежит, но что интересно,
Что похожи вы с ним как братья.
Как и ты дрался с пацанами
Со двора, руки разбивая,
Провожали его ребята,
И девчонка его, рыдая,
И обидно, что случай дался б,
Он бы бил бы тебя с лихвою –
Коль однажды врагом назвался,
Будь хотя бы врагом-героем.

И вместо проклятий ему посвящая живые стихи
Смеешься о том, что не смерть бы, а водку из этой руки.
Дрожит в амбразуре закат, и ухмылка ползет по щекам,
Как славно бы выпить сейчас по сто грамм таким лютым врагам...

Это присказка, а не сказка,
На войне горе воет волком.
Слово «лирика» здесь опасно,
Тот, кто ноет, живет не долго.
Дан приказ – он оборонялся
В темноту по тебе стреляя,
По горам ты за ним гонялся
По себе его вычисляя:
Те же жесты, одни привычки,
Боже, может и вправду братья!
Не убить – самому не выжить,
Ох придти, расспросить бы батю...
А в прицеле дрожало небо
Слез не пряча. И бой был долгим.
Жаль, что он тебе другом не был.
Ты сильнее. И слава Богу.

И вместо молитв к небесам посылаешь последний патрон –
На память о том, кто был честен и смел, но назвался врагом.
Ну вот и закончилась песня, и в общем, закончился бой.
Ну что же ты грустен, приятель, теперь твоя правда с тобой...

 

Komentuj(0)


godz: 21:57 data: 2010.05.31
femme fatale

Świadoma swego ciała. Pozbawiona kompleksów
wnet sztukę opanowała czerpania korzyści z sexu
nie uwolni się kto ja na swej drodze spotka
 bo choć blondynka, nie pierwsza lepsza idiotka
ona ma receptę na Twoje zmartwienia
 z ubocznym skutkiem uzależnienia
twych myśli. Choćbyś nie wiem jak się bronił
wnet owinie cię wokół palców jednej dłoni
 
Ref.
mała femme fatale- słodka trucizna
 nie oprze się jej żaden mężczyzna
uważaj bo gdy wpadniesz w sieć tej cud dziewczyny
 nikomu nie dasz wiary  ze nie byłeś jedyny…
 
Sztukę miłości opanowała krok po kroku
choć prokurator nad głowa nie wisi od pół roku
w przyspieszonym kursie, w trybie wieczorowym
abyś oddać wszystko za jej rozkosz był gotowym.
 wielu chciało lecz zatrzymać nie uda się nikomu
 gdyż często zmienia adres i numery telefonu
całe twe starania gówno dla niej warte
znajdzie lepszego- ty staniesz się tanim żartem…

To pułapka racz wyobrazić sobie
 ona czyni kilku mężczyzn złych, oni po kilka złych kobiet
łatwo osądzać że wszystkiemu Ina winna,
lecz zastanów się co sprawia że jest taka a nie inna???

Komentuj(0)


godz: 21:49 data: 2010.05.31
klubowe haha;)

Ref.
Podejdź tu chłopcze, po mału… po mału!
to twa jedyna szansa! Korzystaj albo żałuj!!!

Obserwujesz mnie ukradkiem
 znad lampki szampana
nie jesteśmy tu przypadkiem
lecz by bawić się do rana

podejdź maleńki
 zaraz będziesz jadł mi z ręki
przynieś kilka drinków
z tej ładnej butelki
spod sukienki me wdzięki
kuszą- przecież wiem
ciało me noc uprzyjemni
by rano zniknąć jak sen;)

ściągnij krawat
nie jesteś już w pracy
nam będą bić brawa
 spod ścian sztywniacy
podejdź blisko
 pod kulą złocista
 po mału… po mału!
 chwyć silnie i faluj

Komentuj(0)


godz: 09:33 data: 2009.01.11
dylematy

Zwykle gdy gdzieś czuję się niechcianym gościem
Odchodzę, bo uciekać jest najprościej
Lecz co począć gdy ku wielkiej trwodze
tak wiele przeszkód staje na mej drodze???

Komentuj(0)


godz: 13:21 data: 2008.08.3
Олеся - "Прыгай вниз" (автор неизвестен).

Текст и аккорды:
 Em C Am H7 С неба падают слезы, слезы ночного дождя,
 Em С Am H7 Ветер куда-то уносит, куда-то зовет меня;
 А я стою на крыше и сверху смотрю на жизнь,
 Которую я так ненавижу, которую я так люблю.
 Em C Am H7 Припев:
Прыгай вниз прыгай вниз не бойся,
тихо шепчет мне в душу дождь,
Прыгай вниз и не беспокойся
 о том, куда ты попадешь.
Прыгай вниз прыгай вниз не бойся,
твоя жизнь сплошная ложь,
Прыгай вниз и ни о чем не беспокойся
все равно когда-нибудь умрешь.

Вечер, лишь сигареты тихо гаснет уголек,
Согревая своим светом, свет, - который так жесток,
 И выходит дым из легких, превращаясь в капли дождя;
В этот вечер никто не укроет никто, тебя от дождя. Припев.

Komentuj(0)


godz: 10:32 data: 2008.04.16
proście a będzie wam dane... "powód by życ"

Ref.
Chociaż mówią nam, że nie mamy już nic
To jedynie kolejny powód by żyć…


Żył dostatnio, los był dla niego łaskaw

Nie szanował innych dając ich życie w zastaw

Gdy popijał gin, czując się jak wielki pan

Nic nie mogło być dla niego ważniejsze niż on sam
Dnia pewnego bogowie jak mieli w zwyczaju

Każdego nudnego dnia w złotym gaju
Losowali nieszczęśnika kolejnego
Do zabawy… Wypadło na niego…

 

Ref.
Chociaż mówią nam, że nie mamy już nic
To jedynie kolejny powód by żyć…

 

 

Nie osiągnąwszy szczytów jakie mu sie wyśnią
Stawiał  czoła logice nie poddając się złym myślom

Jak Wszyscy którzy czując że nadszedł ich czas
Podnieśli się i przystali do nas...

Szukał w sobie  sił by uwierzyć w to
Iż bagno w jakim grzęźnie podwójne ma dno

Więc,  gdy znalazł się już  na samym dnie
Wtedy spojrzał w dół by pojąć, że…
 

 

 


Komentuj(3)


godz: 09:56 data: 2008.04.2
Na dobranoc

Teraz, gdy sen skacze po twych powiekach...
najbliższego memu sercu człowieka....
mogę szepnąć, gdyż nikt mnie nie słyszy
ile ciepła znalazłam w twej ciszy
ty przerwałeś w mym życiu czas przykry
sprawiając by czarne kwiaty zakwitły
chociaż bałam się,,, jesteś świadomy
że trwać będą jak liść zasuszony
który serca dno wyściełając
przepadnie z nim… nie pozwalając
by choć jedno słowo zasiało w nim spokój
ciepły oddech kazał skrzydłom poderwać mnie do lotu
krok postawić z nadzieją że się uda...
dziś próbuję... a wszystko to twoja zasługa...

Komentuj(0)


godz: 22:56 data: 2008.03.10
jedyny nie mój...

Мне казалось всё в жизни так просто

И ответы найти на вопросы

Будет мне одной, так легко…

Только что-то вокруг изменилось,

Не сломалось, но вдруг растворилось

И теперь уже далеко.

Ты всё знал, но только не сумел понять

Не прошел и двух шагов…

Ты поставил точку, не успев начать,

Ты ушел и взамен мне не оставил ничего.

Припев:

Но всё равно я буду, буду тебя любить,

Буду как прежде жить

Только одним тобой

И вопреки всему я выдержу, я смогу

И в сердце я сберегу

Эту любовь свою.

В этой жизни у всех свои роли

И устав от ошибок и боли

Хочется забыть обо всем.

И в минуты, когда одиноко

Кто-то рядом с тобою, но только

Тот, кого ты ждешь далеко…

Я как будто между небом и землей,

На перекрестке двух дорог…

Время нас меняет, стала я другой

И пора всё понять, всё по местам расставить, но…

Припев:

Но всё равно я буду, буду тебя любить,

Буду как прежде жить

Только одним тобой

И вопреки всему я выдержу, я смогу

И в сердце я сберегу

Эту любовь свою.

И никто не будет видеть моих слез,

Даже если будет слишком больно,

Я сумею все понять, простить сумею и принять

В тебе всё то, что невозможно поменять.

Припев:

Но всё равно я буду, буду тебя любить,

Буду как прежде жить

Только одним тобой

И вопреки всему я выдержу, я смогу

И в сердце я сберегу

Эту любовь свою.

Но все равно я буду, буду тебя любить…


Komentuj(0)


godz: 23:52 data: 2008.01.18
ogłoszenia

w ramach informatora pseudokulturalnego donoszę iż notka dziewczynka z zapałkami w czystszej niż dotąd postaci poszerzyła sie o kolejny rozdział...



Komentuj(0)


godz: 18:37 data: 2008.01.3
do M***

Na zawsze pozostaniesz najbliższa mi osobą...
Nigdy nie odeszłam… choć nie ma mnie już obok.
wybrałam własna drogę, i tak się składa
ze trudno wrócić do domu, temu kto już domu nie posiada...…
Dobrze, że nawet wykupiwszy bilet w jedna stronę
Ja zawsze mam gdzie wrócić, bo ty jesteś moim domem…
Jedynym jaki uznaje moje serce,
Pełnym miłości i zrozumienia… nie proszę o nic więcej...

I choć już nawet samej sobie w twarz nie patrzę
źle czyniąc… nie potrafię inaczej...
I mimo wszystkich dni, które rany zabliźniły
Aby naprawić nasz świat, wciąż brakuje mi siły
Bo serce nadal świeżą krwią broczy
Nie umiem spojrzeć własnym lękom prosto w oczy
I chociaż wiem że zranię tym uczucia Twoje
Nie przekroczę granicy… zanadto się boję…
Nie chce by mnie znów unieszczęśliwiano...
Przepraszam. Wybacz mi ****


Komentuj(0)


godz: 18:48 data: 2007.11.15
;( obca?

Gdy krzywdzi ktos bliski, sciślej kryte w nim zło
muszę uśmiechać się szczerze, mimo to
Sama nie wiem w jaki sposób ale wiem dlaczego
bo wolę wybaczyć sprawcy niz oskarżyć niewinnego...
Bolą słowa dobyte ust złych
Chociaż krzty prawdy nie ma w nich
Są tak umiejętnie w mój obraz powplatane,
że nie wiem już czy kłamstwem sa, czy nie znam siebie samej...


Komentuj(0)


godz: 22:21 data: 2007.11.3
słodkie zapomnienie

Słodkie zapomnienie... Oby uśmierzyło
ból po kimś, kogo nigdy nie było.
Nic nie zaszło, bo czymże chwila przeklęta
jest, gdy nikt o niej nie pamięta?
Zagubieni. Jak po skutkach poznamy
z boskiego drzewa owoc zakazany?
Skąd ten płacz słyszany jedynie we śnie?
I słowa, których nikt wymówic nie śmie?
Boleśnie bowiem ściągaja na ziemię
tego kto czyste, bo nieużywane ma sumienie.
By jak Syzyf zaczynał od początku.
Dopóki budzi sie, myslał że wszystko w porządku.
Gna wciąż. Cofac się nie można. Czy ja wiem?
Ostrożnie! Może sie okazać, że to życie było snem...


Komentuj(1)


godz: 22:18 data: 2007.11.3
niebyt

Non omnia moria…a może
Gdy ciało w ofierze złoże,
Dusze z nim pogrzebią w ziemie.
Spowije mnie zapomnienie.
Na scenę, w życia teatrze
Z obojętnością patrzę
Bo nikt nie pozwoli
odegrać wymarzonej roli.
Zamiast niej epizod gdzieś w tle,
Gdzie nikt nie dostrzeże mnie.
Przedstawienie oparte na faktach.
Życie- sztuka w trzech aktach-
Niskobudżetowa, bo ileż chłoną pieniędzy
Narodziny, śmierć i kilka chwil pomiędzy?
Wielka improwizacja. Mała łezka w oku.
Nie umiem grac na grę swoja patrząc z boku.
Nie będzie komu po mnie okryć się żałobą.
Non omnia moria… mam to już za sobą…


Komentuj(0)


godz: 22:16 data: 2007.11.3
pożegnanie

Nie chcę byś był tu ze mną,
Nawet, gdy zimno i ciemno,
Nawet, gdy czekam na dobre słowo
i chce byc z kims... to na pewno nie z tobą...
To nie tak, że mam do ciebie żal,
że uczyniłeś mnie zimna jak stal,
że zbudziłam się pewnego rana
wstrząśnieta oraz zmieszana...
Nie chcę mysleć przed zaśnieciem
"co dalej?" ściskajac twe zdjęcie
Wylewając niepotrzebne łzy
czekać aż nadejdą sny
A w nich liści za oknem szelest
i wszystko co było, a nie jest.
Wszystko co dawno za nami.
Jak dobrze było gdy zostawaliśmy sami.
Jeszcze czuję twój smak i zapach na skórze.
Pamietam. Chciałam by to trwało jak najdłużej.
A teraz, gdy mam z tobą do czynienia,
marzę by to były juz tylko wspomnienia.
Ludzie pragną miłosci, mówią o jej słodyczy
a ja przy tobie czułam sie jak pies na smyczy.
Byłam dla ciebie tylko przelotną przygoda,
więc może miejmy to juz za sobą...
I by niedomówień między nami nie było,
Nie kochałam cię... ale było miło...


Komentuj(0)


godz: 22:13 data: 2007.11.3
dedykowane nikomu...

Niesłychanie banalna więź emocjonalna
zabawna, łączy ludzi znających się od dawna.
sama nie wiem, z nawyku czy głupoty
wpakowałam się nagle w kosmiczne kłopoty.
milczeniem plenię żal co we mnie drzemie
do kogoś kto obiecał raj, a ściągnął na ziemie.
do kogoś fałszywego, jak polityków zapewnienia,
że zmieni się film. A to obsada się zmienia.
Wiele czasu potrzebowałam by uprzątnąć ten bałagan
lecz choć spadłam z konia, zaraz na niego wsiadam.
choć jedną noga na tamtym świecie byłam przez moment
nie zostawiam księgi życia niedokończonej.
Jeszcze powstrzyma go ktoś, nim zniewoli słuchaczy
mówiąc o lojalności, choć nie wie co to znaczy.
to szczwana bestia i łeb ma nie od parady
choć w kwestii etyki, mój pies ma głębsze zasady.
przyznaje szczerze- to całkiem niegłupie.
zasad niewiele, tak by zmieściły się w du**
Powiedziałeś mi, że zanudzę słuchaczy
„piszesz tylko o sobie. Kto na twe uczucia baczy?”
wada czy zaleta pospolitego człowieka,
że nie na wszystkie pytania odpowiedzi docieka.
Powiadałeś że w wyścigu nie nadążę za wami
jesteś championem, ja dziewczynka z zapałkami.
Podziwiani tylko tacy jak ty
którzy osiągną cel, choć żaden z nich nie walczy.
godzien czy nie wszelkich zaszczytów
nie ważne. I tak doczeka się pomników..
rzucone kości. Dostane swoje 5 minut
lub bez litości kopa na podcięcie nóg
złóg obfitości, lecz co w nim nie moje
zabierzesz wszystko, widząc że się boję
a ja jak stałam tak stoję, szybko się pokrzepię
by dalej pisać o sobie, bo siebie znam najlepiej.IMG000173.jpg
Mówiłeś, że mogę iść za wami
jasne! Siadaj! Wstań! Zaklaszcz uszami!
łzami się zalewać? W jakim świecie ty żyjesz?!
to jakby dać ci nóż, którym mnie zabijesz!
Powiedziałeś wiele słów. Kilku później żałowałeś.
Chciałeś mnie zniechęcić, a zmotywowałeś
do walki. Bym spadła z większej wysokości.
Zawiść pod maska fałszywej życzliwości.
Nie podałeś mi dłoni, gdy usiłowałam wstać,
Lecz dałeś mi wiele więcej niż zamierzałeś dać
Znać ciebie-to uczy kombinować.
mogę ci tylko podziękować
Nie żeby teksty twe mi się nie podobały
Nazywasz je podziemiem… cóż, dla mnie to kanały.
Banały o lali Ziomaki z gminnych dożynek,
wiec w przyszłości nie wyzywaj mnie na pojedynek!
Dobrze się bawię będąc pacyfistka
Mogę wybaczyć wiele, ale wybacz- nie wszystko!
Nie nadstawie się ponownie raz spoliczkowana
oddam z nawiązka, wiec na kolana!
Pytasz ze zdumieniem co się ze mną stało?
Ktoś pozbawił nadziei, z satysfakcja. Zabolało
cios od przyjaciela- niespodziewany
zadany, wybaczony lecz nie zapomniany.
Wiedziałeś że masz władze wielka nade mną.
Ja jak dziecko ciągnione za noga alejka ciemna
śledziłam każde skinienie, bowiem wkoło dzikie cienie.
twa postawa- wieczne lekceważenie.
Błagałam abyś został. Ty się śmiałeś.
gdy opadałam z sił nagle przyspieszałeś.
jedyna szansą na ucieczkę się mieniłeś.
bawiąc uczuciami… przesadziłeś.
Myślałeś, że młode równa się naiwne.
wielkie będą konsekwencje negatywne.
Dziecko niczym gąbka chłonie dane.
Upodobni się do ciebie tak wychowywane
Pożałujesz kiedyś, chętnie się założę,
że gdy się wyłożysz, ono ci nie pomoże,
bo nie współczucia a obojętności nauczone
zaufania wobec ludzi pozbawione.
Dałeś mu siłę. Ono cie zniszczy
Pozostawiając na wietrze szczyptę twoich zgliszczy…
Jak niewolnica wypełniałam polecenia,
Az przyszedł dzień. Dzień wyswobodzenia.
Bo łaska to zwykle upływu czasu kwestia
dla pokornego więźnia, zasłużona amnestia.
Z więzienia gdzie pod celą nosisz się jak klawisz.
Koniec! Ta zabaweczka się już nie pobawisz!
Mogłabym w tym tekście nazwać cie po imieniu,
lecz to by nie była zemsta. Uległbyś uwiecznieniu.
Ty pojmujesz aluzje, świadom swych nadużyć
Nie uczynię cie wiecznym… na to trzeba zasłużyć!
A ty niszczysz sny. Marzenia niweczysz.
nie chcę słów twych, bo działaniem im przeczysz
Nadal mówisz do mnie, lecz już nie chcę słuchać.
Kłamiesz nazbyt często. Nie sposób ci zaufać.
„wszystko mi zawdzięczasz”- takich słów nie znoszę!
zacznę spadać, to się do ciebie zgłoszę!
uzależniłeś się od zdania tego
że nikt nie musi obwiniać o nic siebie samego
Powiesz kiedyś ”znam ją”. Kotku, bądźmy szczerzy…
ja zaprzeczę. Nikt ci nie uwierzy…

Komentuj(0)


godz: 21:33 data: 2007.11.3
złe myśli

"myśli złe..."
Czy to mysli złe? Czy dopadł mnie juz rozsądku głos,
że w gruncie rzeczy mało kogo obchodzi mój los.
Choć nie jest tak, że dana mi swoboda czynienia
bo zawsze znajdą sie chetni do potępienia
mnie za me czyny. Cokolwiek nie zrobię.
Odsuną się ode mnie jak w ciezkiej chorobie.
Nawet gdybym im nieba uchylała
nie unikne chwil, w których bym sama została.
A ja jak ziemia, z której czerpiesz uprawiajac.
Możesz ją wykorzystywać, nic w zamian nie dając
do czasu, az przyjdzie ci załamać ręce
gdy zabita twą postawą nie da ci nic wiecej...

Komentuj(1)


godz: 21:31 data: 2007.11.3
dość

pegaz.jpg
.
"Nieokiełznana"
Mam dość.
Przejrzana na wskroś
czuję się zagrożona.
Przez jeden błąd,
chcę uciec stąd.
Na zimno osądzona.
Szara jak dym
nie jestem tym,
Kim chcą bym była.
Od kilku lat
zmieniam swój świat
Bym siebie nie zmieniła.
Poczucie winy
sprawia, że kim innym
staję sie w swych oczach.
Słysząc wciaż i wszędzie
"wiedziałem, że tak będzie"
Wizja prorocza.
Nie jestem zła,
lecz oto "Cała ja"
ciebie bulwersuję.
Cóż to za obwinianie
o spontaniczne działanie?
Pomyśl co ja czuję!
Nie jestem dzieckiem swiatła.
Me ciało nie zabawka,
lecz bawię się jak chcę.
Wie o tym każdy, kto
raz ujrzał we mnie zło.
Okiełznać nie dam się...

Komentuj(0)


godz: 21:29 data: 2007.11.3
nie rób tego...

"nie rób mi tego!"
Nie odbieraj mi nadziei
wciaż sciagając mnie na ziemię
przez tych, którzy zapomnieli
o dziecku, co gdzieś w nich drzemie.
Nie pozbawiaj jeszcze prawa
do zabawy niskim kosztem.
Walczę, będąc wciąż ciekawa
jak wziąc z zycia jeszcze troszkę
szczęścia, które takie drogie,
że odmawiasz go codziennie mi,
a przy okazji sobie...
Choć jest na wyciągniecie ręki..

Komentuj(0)


godz: 21:15 data: 2007.11.3
znikam...

Nie udawaj, że mnie nie ma
jakbym zlała sie z powietrzem.
Nie udawaj zrozumienia
kiedy sama sobie przeczę.
Nigdy nie bądź dla mnie ogniem
co w tunelu drogę wskaże.
W ciemność strąci mnie rozsądek
zanim palce swe poparzę.
Pragnę tylko abyś podszedł
i byś wziął mnie w swoje dłonie,
jak mały złoty pieniążek
wart tak wiele... lecz to koniec.
Widzisz we mnie to co pragniesz
choć widziałeś jaka jestem
Zapomniałeś? Już nie zgadniesz
co się kryje za mym gestem.
Zlałam sie z tłumem dokoła
jak na plaży ziarnko piasku.
To realna życia szkoła
tak brutalnie uczy nas tu,
by nie kochać i nie ufać
bo to jak na włosku wisieć...
Spróbuj patrzeć oraz słuchać
tak by prawdę widzieć, słyszeć...

kokon.jpg


Komentuj(1)


godz: 20:54 data: 2007.11.3
dziewczynka z zapałkami w czystszej niż dotąd postaci...

Zapoznaj sie z zapiskami dziewczynki z zapałkami gdyz osiagnęła biegłość w wyznaniach na odległość...
[...]
... stał wiec przede mną oczekując wyjaśnień mego zachowania w ostatnim czasie... - zamierzam napisać ksiazkę...-wydukalam. nie spojzałam przy tym na niego bojąc sie że ma dokładnie taką mine jaką ja bym miała gdyby ktoś taki jak ja powiedział ,że myśli o napisaniu książki...
[...]
To akurat nie jest fikcja... ale napisac to jedno a wydać... no cóz... w Polsce... dlatego tez przydałoby mi sie kilka opini ne temat jej historii... jeśli sie spodoba to bedę publikować kolejne fragmenty... bede wdzięczna za wszystkie opinie... może tylko kilka słów o tematyce "silencium sacrum":
ONA- Sigma to dziewczyna, której zycie nie rozpieszcza... otoczenie odbiera ja jako zelazna dame, za sprawą mistrzowskiego opanowania przez nia sztuki igrania pozorami. prywatnie nie jest zdolna do stawienia czoła swym problemom,ucieka przed rzeczywistoscia, i nie tylko...
ON - Detal to najlepszy przyjaciel Sigmy. czuje sie za nia odpowiedzialny, a poniewaz nie może w żaden sposób kontrolować jej poczynań ani wywierac na nie wplywu... no dobra... narazie wiecej nie ujawniam... jeśli chcesz bym opublikowała kolejny "odcinek" wyslij sms o treści "tralala" pod numer na dole ekranu lub pokus sie o komentarz. byłabym tez wdzieczna za podanie dalej adresu tego bloga...
a tak na poważnie to gdy uda mi się na dostepnym kompie odpalić płytę zapisana w wordzie 2007 [ nikłe szanse] lub gdy uda mi sie nagrać ją ponownie w czytelnym formacie retro... to istnieje spora szansa, iz opublikuję tu fragmenty najnowszego opowiadania mojej ulubionej i pokręconej dziewczynki z zapałkami...

Rozdział I „ONA”

"One way ticket..." melodia płynąc z głośników kaleczyła uszy zwłaszcza, iż coś strasznie zakłócało odbiór i zgrzyty niemalże uniemożliwiały identyfikację poszczególnych dźwięków. W pokoju panował mrok. Na podłodze siedziała ONA, wpatrując sie w trzeszczącą skrzynkę. Dom spał. Zdawało jej sie, że czuje jak spokojnie oddycha. Przez chwile prawie uwierzyła, że mogłaby tu być szczęśliwa. Przez chwile chciała narzucić na siebie poważnie sfatygowany, wełniany koc, w niegdyś błękitno-żółtą kratę, i zasnąć. Po upływie tej właśnie chwili usłyszała warkot parkującego pod domem samochodu. Drzwi trzasnęły. Auto odjechało. Klamka ustąpiła. Zawiasy zatrzeszczały. Rzucony na komodę pęk kluczy, nie opanowawszy jeszcze dostatecznie sztuki latania, z łomotem wylądował na podłodze. Sielanka sie skończyła. Drapieżnik złapał trop... "Nikt sie nigdy nie dowie. To musi pozostać tajemnicą" - zaklęcia, którymi przesiąknięte były ściany jej pokoju - "Nikt nie może poznać prawdy. Milczenie jest złotem..." Na schodach rozbrzmiały stawiane ciężko i najwyraźniej z niemałym trudem kroki. Instynkt samozachowawczy wziął górę. Chwyciła plecak i rzuciła sie w stronę okna...

Rozdział II- "ON"

Detal ślęczał nad kolejną, jak zwykle niespotykanie wciągającą powieścią Joe Alexa. Nie tak bystremu, jak mogłoby sie wydawać, mordercy zaciskała sie pętla na gardle. Czytelnik luzował koszulę pod szyją. Pot zraszał czoło osaczonego. Po ściankach kubka z mrożoną kawą nieśmiało spływały przejrzyste kropelki. Latarnia za oknem naprzemiennie to świeciła jasnym blaskiem, to znów gasła. Bezdomny pies pogonił kota sąsiadów. Ciche pukanie sprawiło, że po plecach Detala przeszły ciarki. Otworzył drzwi nie pytając "kto tam?". Podobne uprzejmości uważał za pretensjonalne i całkowicie zbędne z punktu widzenia pragmatyka, jakim pragnął sie mienić... Stała w progu. Włosy oblepiały jej twarz .Była wycieńczona. Najwyraźniej przybiegła.

- Czymże zasłużyłem na to niebywałe wyróżnienie, by anioł zstąpił z niebios i nawiedził mnie tej nocy? - zaśmiał się wiedząc jak teatralnie zabrzmiało to w jego ustach.

- Nie błaznuj! To do ciebie nie pasuje. Mogę wejść do środka? Czy mam zapuścić korzenie?

- Zapraszam...Wszystkie gorące nastolatki są tu mile widziane...

- Zaraz ochłonę - sapnęła podnosząc do ust kubek z beżowym płynem- Jak możesz pić to paskudztwo?! Nawyk z rodzimej planety? Daj coś normalnego! - podniosła wzrok na butelkę soku podawaną w tym momencie przez Detala

- Zawsze to samo... Powtarzasz sie jak zdarta płyta. Piję co lubię... Wiesz chyba gdzie jest lodówka? Jeśli przyszłaś żeby przenocować to zaściel sobie wyrko bo zamierzam jeszcze poczytać, a swoją drogą, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że odstraszasz mi panienki. To twoje "pojawiam się i znikam..." Jak tu którąś zaprosić? Koszmarnie by sie zdziwiła gdybyś w środku nocy wpakowała sie nam do łóżka...
-To zapraszaj takie, które lubią wielokąty... O ile znajdziesz jakąś, która cię zechce...
-Przecież mi nie można sie oprzeć;)

- Tobie czy o ciebie? Nie ważne... Pakuj się!
- Nigdzie się nie wybieram.
- Tak ci się tylko wydaje- burknęła zatrzaskując mu przed nosem niedoczytaną książkę...
-Co ci chodzi po głowie?
-To nieistotne. Przecież i tak nie jesteś zdolny mi odmówić...
-Chyba żartujesz?!
- A wyglądam jakby mi było do śmiechu?

Znała go dostatecznie dobrze by przewidzieć twierdzącą odpowiedź. Na jego szczęście wyrażoną jedynie skinieniem głowy. Przez chwilę skupiła uwagę na migającej za oknem latarni. Detal stanął za nią. Objął w talii. Zdecydowanym ruchem przyciągnął do siebie i mocno przytulił

-Wyczerpałaś już inne możliwości?
-To koniec. Finita la commedia...
-Aż tak źle?
-Gdybym miała konika byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie, ale jak wiesz, nie mam...
-Obrałaś jakiś konkretny cel?
-Od jutra ja będę celem samym w sobie.
-Dlaczego dopiero od jutra?
-Wyruszamy o świcie...


Rozdział III „Dzień zerowy”

-pobudka! Wstać! Koniom wody dać! Obudź się, już czas- wyrwał go ze snu zdecydowany głos
-która godzina?
-wczesna
-to po co mnie budzisz kobieto?
-żeby ci w życiu za dobrze nie było- zaśmiała się-wiesz przecież, że kto rano wstaje…
-temu się powieki kleją!
  -Zwlecz swe szanowne zwłoki z łóżeczka bo czeka nas ciekawa wycieczka.
-a jak już wstanę,
co w zamian dostanę?
-dostaniesz jak nie wstaniesz!
kuksańca w bok i kopniaka w krok!
gryza w rękę i z piąchy w szczękę… zostałeś ostrzeżony więc nie bądź zdziwiony.
-oki, Oki. Już zwlekam zwłoki.
-zrobiłabym ci grzanki…
-obiecanki-cacanki
-tak? To zrób sobie sam
-skądś to chyba znam.
-zasadził ci ktoś kiedyś glana między oczy w taki poranek uroczy?
-jeszcze nie.
-to pilnuj się!

Sigma, prowadząc politykę forso zachowawczą zdecydowała, że najlepiej będzie podróżować auto-stopem. Zatrzymała pierwsza z brzegu ciężarówkę. Kierowca był dziwny. Miły, ale nie zapytał nawet dokąd zmierzają. Jakby to było oczywiste. Rozmowa się nie kleiła. Sigma zasnęła wtulona w Detala, a ten po chwili również odpłynął…

-gdzie ja…? – zapytała zerwawszy się w obcym pokoju, w obcym łóżku, sama.
-W moim domu- zachichotał głos w drzwiach- twój przyjaciel śpi tuz za ścianą.
-gdzie moje rzeczy?
-bez obaw. Wszystko na swoim miejscu.
-jak się tu znalazłam?
-Spałaś tak słodko, że razem z mężem zdecydowaliśmy się przenieść cię do pokoju gościnnego. Mniemam, iż zostaniecie na dłużej?
-nie sądzę. To znaczy nie chcielibyśmy się narzucać.
-nie istnieje nawet taka możliwość… Wasze towarzystwo przysporzy nam wiele radości- uśmiechnęła się, tytułem potwierdzenia, a odchodząc dodała- ubierz się i zejdź na śniadanie.

-Dziwne… zadumała się nad wymijającą odpowiedzią, jednak posłusznie zaczęła się ubierać.

Jadalnia znajdowała się w południowej części domu. Przynajmniej takie wrażenie odniosła Sigma i utwierdziła się w nim ujrzawszy słońce które właśnie nieśmiało wdzierało się do środka przez pryzmat oszklonej ściany. Mieszkańcy dzielili tą przestrzeń z ogromna ilością kwiatów, począwszy od pospolitych pelargonii, których specyficzna woń równoważył łagodny aromat egzotycznych storczyków, kończąc na miniaturowej magnolii, zrzucającej już powoli, jakże bezwstydnie swe delikatne niczym muśnięcie wiatru kremowo-różowe odzienie wprost na gładką, niczym niezmącona taflę wody. Wzbudzały na niej fale, niczym miniaturowe sztormy, gasnące równie szybko, jak płomień zapałki nieosłoniętej przed wrogim podmuchem. Za ogromnymi, również szklanymi, otwartymi na oścież drzwiami roztaczał swe uroki ogród. Ogród bajkowy niemalże, bo zdobiony licznymi fontannami i rzeźbami. Ścieżki wyłożone kolorowymi kamieniami i szkiełkami wiły się, przeplatały, tworząc cudna mozaikę. W powietrzu unosił się słodki zapach suszącego się siana i konfitur stojących na okrągłym, dębowym stole, przy którym czekali już pogodni gospodarze tegoż raju.

-Widzę, ze zauroczył cie nasz ogród?- rzekła łagodnym głosem pani domu.
-Podziwiam państwa. Doprawdy, wiele wysiłku musi kosztować utrzymanie czegoś takiego w nienagannym stanie.
-rzeczywiście… Usiądź i zjedz coś. Trzeba uzupełnić siły.
-a Detal?
-nie zje z nami. Jeszcze śpi.

Sigma zasiadła w gustownym, wiklinowym fotelu. Nieśmiało wyciągnęła kromkę chleba z koszyczka, po czym zaczęła smarować ją dżemem, bardzo dużą ilością dżemu.

-jestem Adam- zaczął gospodarz- a to moja żona Anna.
-miło mi. Jestem Sigma
-wiemy. Przedstawiłaś się już wczoraj.
-naprawdę? Nie przypominam sobie.
-nic dziwnego. Byłaś zaspana.
-spałaś jak dziecko- zaśmiał się Detal, który właśnie zajął miejsce za jej plecami…

Podczas, gdy wyłączyła się z rozmowy, mogła spojrzeć na całą sytuację nieco z boku. Potrafiła wyobrazić sobie rodzinę jaką dotychczas oglądała tylko w telewizji. Marzyła o takim życiu, a teraz zrozumiała, ze to czego tak pragnęła nie było nawet w części tak doskonałe. Tylko gdzie tkwił haczyk?

-wszystko w porządku?- zaniepokoiła się Anna
-zamyśliłam się…
-wybacz ciekawość, ale można wiedzieć nad czym?
-raczej nie…
-rozumiem. Ostrzegam tylko, że zbyt głębokie przemyślenia przystoją filozofom i poetom… dla pozostałych ludzi mogą stanowić zagrożenie…
-Sigma zalicza się do obydwu bezpiecznych kategorii- wtrącił Detal- moglibyśmy przejść się po posiłku?
-ależ oczywiście. Oprowadzę was.


Anna cudownie opowiadała o każdej cząstce składowej swego otoczenia. Co kilka chwil przerywało jej spontaniczne „Jakie to cudowne!” wyrażające zachwyt Sigmy.

-wszędzie widzisz piękno- spostrzegła przewodniczka- To dobrze. Ludzie nie potrafią czerpać radości z rzeczy tak prostych…

-trzeba się cieszyć tym co jest dostępne… Inaczej wiecznie będziemy nieszczęśliwi.

-masz szczęście bo jesteś szczęśliwa, a jesteś szczęśliwa bo wierzysz w swoje szczęście?

-wierzę, że wolę być niż mieć… ale wiem, że by być, muszę mieć… jakimś fuksem na razie dostaję od świata dość wiele by być… być szczęśliwą…

-niecodzienne podejście. A do czego dążysz? Bo to chyba niemożliwe byś nie chciała od życia niczego więcej?

-chcę sama decydować o sobie…

Detal spoglądał na tą scenę z niepokojem. Sigma nigdy nie należała do osób przesadnie wylewnych… Nawet przed nim, czego był w pełni świadom, grała swoją rolę, ukrywając łagodniejsza stronę swej natury. I nagle, przed ta zupełnie obca kobietą, stoi jako mała, delikatna dziewczynka. Nie mógł w to uwierzyć. Czuł wręcz, że Anna podejrzanie szybko obłaskawia Sigmę. Czy zburzy mur, budowany przez nią na przestrzeni wielu lat? Jemu to się nie udało… Czy możliwe by tak łatwo oczarował ją ten świat dobroci i dostatku osadzony w scenerii całkiem nierealistycznej? Czy to jakaś obca istota nie nosząca w sobie bólu, który był dotychczas siłą zmuszającą do walki, choć nie chciała walczyć? Czy to kolejna manipulacja pozorami?

-czas na obiad- mruknął

-zwariowałeś? Dopiero skończyliśmy śniadanie!- zbulwersowała się

-jeszcze rosnę. Muszę dużo jeść.

- ty rośniesz? Chyba w szerz?

-zwyczajowo, zaczepna jak granat.

-spokojnie dzieciaki. Przecież się nie pali. Możemy spokojnie zjeść , a potem możecie pojeździć konno, jeśli chcecie oczywiście.

Zgodnie z  obietnicą natychmiast po skończonym  posiłku Anna zaprowadziła gości do stajni, bo ona, w otoczeniu prywatnego (co pozwoliła sobie wyraźnie podkreślić) parku zajmowała tyły domu.

-Potraficie jeździć konno?

-Sigma to mistrzyni-burknął   ironicznie

-pani pozwoli- wtrąciła się Sigma- chętnie się przejadę

-chcesz skręcić kark?- Detal poważnie się zaniepokoił.

-pomóc ci osiodłać?- zainteresowała się Anna

-W żadnym wypadku. Ktoś kto nie radzi sobie z obsługa konia, nie zasługuje by na nim jeździć.

-profesjonalne podejście. W takim razie bawcie się dobrze.

-ja na pewno będę, a Detal… proponuję żeby  jeszcze pojadł… może mu coś urośnie… na przykład poczucie humoru.

Gdy Sigma oddaliła się już, Anna  usiadłszy na drewnianym ogrodzeniu zwróciła się do Detala:

-Odjechała..

-trudno nie zauważyć. Co w związku z tym?

-możemy porozmawiać.

-o czym?

-o faktach. Przed czym uciekacie? Zapewne szuka was już policja.

-co pani przyszło do głowy?- krzyknął stylizując na gniew swój strach

-Ja tylko chcę wam pomóc. Nie jesteście przecież turystami. Trwa rok szkolny. Nikt nie rzuca wszystkiego bez powodu, poważnego powodu. Twoim powodem jest ona, a jej?

-o niczym nie będziemy rozmawiać, chyba że o pogodzie. Jeśli przysparzamy  problemów możemy się spakować i zniknąć. Nie szukamy kłopotów. Poradzimy sobie sami.

-niewykluczone, możliwe a nawet prawdopodobne… ale na jak długo? Nie można wiecznie uciekać.

-proszę wybaczyć, ale naprawdę  za daleko się pani posuwa. Niewątpliwie  jesteśmy winni wdzięczność za to co państwo dla nas robią, lecz będzie musiało wystarczyć wam „dziękuję”.

-rozumiem, że jej siniaki również  ci nie przeszkadzają?

-nigdy nie widziałem.

- wyglądasz i zgrywasz sie na bystrzaka a strasznie mało spostrzegawczy jesteś.

-nikt nie jest idealny…

-niewątpliwie… myślałeś o tym, ze prędzej czy później ona i tak będzie tam musiała wrócić?

-raczej później…

-skoro tak stawiasz sprawę, wieczorem porozmawiam z twoją przyjaciółką.

-odradzam

-boisz się czegoś?

-takie chwyty na mnie nie działają. Na Sigmę także nie…

Wieczór zbliżał się wielkimi krokami. Słońce chyliło się ku zachodowi a Sigmy ciągle nie było. Detal zaczynał już się denerwować, czy oby nie miała jakiegoś wypadku i nie leży teraz w jakiejś dziurze niczym Ania w zielonego wzgórza.

-nic jej  nie będzie- kojącym głosem rzuciła  Anna zbliżywszy się do ogrodzenia, na którym on właśnie przesiadywał- chyba domyślam się gdzie jest. Zanieśmy jej bluzę zanim się przeziębi.

-sam jej zaniosę. Powiedz tylko gdzie szukać.

-siedzi na powalonym drzewie nad stawem. Słyszałam tam rżenie Somniuma. To niedaleko. Zaczekam na was z kolacją.

Detal bez dalszej zwłoki pognał we wskazanym kierunku. Rzeczywiście, Sigma przywiązała konia do jednej z gałęzi  sama zaś bezmyślnie trącała patykiem dryfujące liście. Nie potrafił określić czy była smutna, szczęśliwa czy po prostu rozmyślała nad swą obecną sytuacją planując jednocześnie najbliższą przyszłość. Gdyby nie Somnium, który wyczuwszy intruza zaczął nerwowo parskać, stałby tak pewnie w nieskończoność  niezauważony, podziwiając urok skupienia towarzyszącego każdej spędzanej przez nią samotnie chwili. Niestety zwierze nie uznawało kompromisów. Dziewczyna podniosła wzrok. Nie mogąc już jednak dojrzeć twarzy swego obserwatora, z powodu zapadnięcia zmroku, sucho wypranym z emocji głosem spytała:

-czego się gapisz?
-martwiłem się…
-długo tak stoisz?
-nie. Właśnie przyszedłem. Słyszałem twego zwierzaka. Pomyślałem, że przyniosę coś do okrycia. Chłodno dziś.
Podszedł bliżej po chwiejącej się starej wierzbie próbował…  No właśnie… Chcieć nie zawsze znaczy móc. Buntujący się zmysł równowagi zafundował mu wieczorną kąpiel  w zimnej wodzie.

-łamaga- prychneła
-dziewczyno! Jak ty to robisz, że nawet się nie zachwiejesz?
-czy to nieudolna prośba o ratunek? Nie godzi przypadkiem w twoją męską dumę?
  Zachichotała, wstając bez najmniejszych problemów i wyciągając w jego kierunku kij dzierżony w dłoni. Detal, aczkolwiek niechętnie, przyjął pomoc. W ramach odwetu podjął próbę wciągnięcia towarzyszki  za sobą… Jednak ona przewidziawszy taki scenariusz wydarzeń w porę puściła patyk.
-tak się bawić nie będziemy… Za dobrze cię znam. Radź sobie  sam. Teraz twoja bluza na niewiele mi się zda- dodała, gdy Detal dogrzebał się już do brzegu- jeśli komuś obecnie grozi zaziębienie, to jesteś to ty.
-Sigma…
-czego (…) Sobie życzysz?
-nie podoba mi się tu…
-mnie wręcz przeciwnie, ale wiem co masz na myśli… Zbyt piękne by było prawdziwe…
-myślałem, że…
-nie rób ze mnie aż tak beznadziejnej idiotki. Trafiliśmy do chatki z piernika. Może nas utucza i zjedzą, no w twoim przypadku pójdzie gładziuchno … Albo we śnie pokroją  w kawałki a nasze narządy sprzedadzą na przeszczepy… Ale czy mamy wybór?
-tak ostrej wersji nawet ja nie zakładałem
-to po kiego grzyba  zawracasz mi głowę? Może po prostu są mili.
-i nieistotne , że pilnują nas na każdym kroku?
-zapewne założyli nam podsłuchy, a na każdym drzewie zamontowali kamery… Wielki brat patrzy… Nie popadajmy w paranoję. Nas jest dwoje. Ich jest dwoje. Szanse wyrównane. Chyba , że zawiadomili policję i starają się zyskać na czasie, ale wtedy już siedzielibyśmy w radiowozie.
-to kiedy pryskamy?
Ostatnie z pytań zbyła jednoznacznym spojrzeniem...



Komentuj(1)