Враг навсегда остается врагом,
Не дели с ним хлеб, не зови его в дом,
Даже если пока воздух миром запах,
Он, хотя и спокойный, но все-таки враг.
Если он, как и ты, не пропил свою честь,
Враг не может быть бывшим, он будет и есть.
Будь же верен прицел, и не дрогни рука,
Ты погибнешь когда пожалеешь врага.
Как с утра набежали тучи,
А теперь светит месяц ясный.
Горько плачет краса-Маруся,
Только это теперь напрасно.
Парень статный, хмельное лето,
Да под осень пришла повестка,
Сколько песен об этом спето,
Нахрена же такая песня?
Звезды светят, девчонка плачет,
А парнишке другое снится:
Автомат, да вагон удачи,
Чтобы бой, чтобы ветер в лица,
Чтобы он да удар пропустит
Не бывало еще ни разу.
Завтра встанет, да песню в зубы,
Мать обнимет, да прыгнет в газик.
И вместо прощанья махнув из окна загорелой рукой
Рванется туда, где в дыму и слезах начинается бой,
Где звезды горят вместе с небом, от дыма не видно ни зги,
Где за лесом речка, за речкою фронт, а за фронтом враги.
Автомат, да вагон удачи,
Только парень опять не весел...
Письма ходят, девчонка плачет
Добавляя куплеты в песню.
Уже год идет наступленье,
И пылают чужие хаты,
Враг бежит, но что интересно,
Что похожи вы с ним как братья.
Как и ты дрался с пацанами
Со двора, руки разбивая,
Провожали его ребята,
И девчонка его, рыдая,
И обидно, что случай дался б,
Он бы бил бы тебя с лихвою –
Коль однажды врагом назвался,
Будь хотя бы врагом-героем.
И вместо проклятий ему посвящая живые стихи
Смеешься о том, что не смерть бы, а водку из этой руки.
Дрожит в амбразуре закат, и ухмылка ползет по щекам,
Как славно бы выпить сейчас по сто грамм таким лютым врагам...
Это присказка, а не сказка,
На войне горе воет волком.
Слово «лирика» здесь опасно,
Тот, кто ноет, живет не долго.
Дан приказ – он оборонялся
В темноту по тебе стреляя,
По горам ты за ним гонялся
По себе его вычисляя:
Те же жесты, одни привычки,
Боже, может и вправду братья!
Не убить – самому не выжить,
Ох придти, расспросить бы батю...
А в прицеле дрожало небо
Слез не пряча. И бой был долгим.
Жаль, что он тебе другом не был.
Ты сильнее. И слава Богу.
И вместо молитв к небесам посылаешь последний патрон –
На память о том, кто был честен и смел, но назвался врагом.
Ну вот и закончилась песня, и в общем, закончился бой.
Ну что же ты грустен, приятель, теперь твоя правда с тобой...
Komentuj(0)
femme fatale
wnet sztukę opanowała czerpania korzyści z sexu
nie uwolni się kto ja na swej drodze spotka
bo choć blondynka, nie pierwsza lepsza idiotka
ona ma receptę na Twoje zmartwienia
z ubocznym skutkiem uzależnienia
twych myśli. Choćbyś nie wiem jak się bronił
wnet owinie cię wokół palców jednej dłoni
mała femme fatale- słodka trucizna
nie oprze się jej żaden mężczyzna
uważaj bo gdy wpadniesz w sieć tej cud dziewczyny
nikomu nie dasz wiary ze nie byłeś jedyny…
choć prokurator nad głowa nie wisi od pół roku
w przyspieszonym kursie, w trybie wieczorowym
abyś oddać wszystko za jej rozkosz był gotowym.
wielu chciało lecz zatrzymać nie uda się nikomu
gdyż często zmienia adres i numery telefonu
całe twe starania gówno dla niej warte
znajdzie lepszego- ty staniesz się tanim żartem…
To pułapka racz wyobrazić sobie
ona czyni kilku mężczyzn złych, oni po kilka złych kobiet
łatwo osądzać że wszystkiemu Ina winna,
lecz zastanów się co sprawia że jest taka a nie inna???
Komentuj(0)
klubowe haha;)
Obserwujesz mnie ukradkiem znad lampki szampana nie jesteśmy tu przypadkiem lecz by bawić się do rana
podejdź maleńki zaraz będziesz jadł mi z ręki przynieś kilka drinków z tej ładnej butelki spod sukienki me wdzięki kuszą- przecież wiem ciało me noc uprzyjemni by rano zniknąć jak sen;)
ściągnij krawat nie jesteś już w pracy nam będą bić brawa spod ścian sztywniacy podejdź blisko pod kulą złocista po mału… po mału! chwyć silnie i faluj
Komentuj(0)
dylematy
Komentuj(0)
Олеся - "Прыгай вниз" (автор неизвестен).
Em C Am H7 С неба падают слезы, слезы ночного дождя,
Em С Am H7 Ветер куда-то уносит, куда-то зовет меня;
А я стою на крыше и сверху смотрю на жизнь,
Которую я так ненавижу, которую я так люблю.
Em C Am H7 Припев:
Прыгай вниз прыгай вниз не бойся,
тихо шепчет мне в душу дождь,
Прыгай вниз и не беспокойся
о том, куда ты попадешь.
Прыгай вниз прыгай вниз не бойся,
твоя жизнь сплошная ложь,
Прыгай вниз и ни о чем не беспокойся
все равно когда-нибудь умрешь.
Вечер, лишь сигареты тихо гаснет уголек,
Согревая своим светом, свет, - который так жесток,
И выходит дым из легких, превращаясь в капли дождя;
В этот вечер никто не укроет никто, тебя от дождя. Припев.
Komentuj(0)
proście a będzie wam dane... "powód by życ"
Ref.
Chociaż mówią nam, że nie mamy już nic
To jedynie kolejny powód by żyć…
Żył dostatnio, los był dla niego łaskaw
Nie szanował innych dając ich życie w zastaw
Gdy popijał gin, czując się jak wielki pan
Nic
nie mogło być dla niego ważniejsze niż on sam
Dnia pewnego bogowie jak mieli w zwyczaju
Każdego
nudnego dnia w złotym gaju
Losowali nieszczęśnika kolejnego
Do zabawy… Wypadło na niego…
Ref.
Chociaż mówią nam, że nie mamy już nic
To jedynie kolejny powód by żyć…
Nie
osiągnąwszy szczytów jakie mu sie wyśnią
Stawiał czoła logice nie poddając się
złym myślom
Jak
Wszyscy którzy czując że nadszedł ich czas
Podnieśli się i przystali do nas...
Szukał
w sobie sił by uwierzyć w to
Iż bagno w jakim grzęźnie podwójne ma dno
Więc, gdy znalazł się już na samym dnie
Wtedy spojrzał w dół by pojąć, że…
Komentuj(3)
Na dobranoc
ciepły oddech kazał skrzydłom poderwać mnie do lotu krok postawić z nadzieją że się uda... dziś próbuję... a wszystko to twoja zasługa...
Komentuj(0)
jedyny nie mój...
Мне казалось всё в жизни так просто
И ответы найти на вопросы
Будет мне одной, так легко…
Только что-то вокруг изменилось,
Не сломалось, но вдруг растворилось
И теперь уже далеко.
Ты всё знал, но только не сумел понять
Не прошел и двух шагов…
Ты поставил точку, не успев начать,
Ты ушел и взамен мне не оставил ничего.
Припев:
Но всё равно я буду, буду тебя любить,
Буду как прежде жить
Только одним тобой
И вопреки всему я выдержу, я смогу
И в сердце я сберегу
Эту любовь свою.
В этой жизни у всех свои роли
И устав от ошибок и боли
Хочется забыть обо всем.
И в минуты, когда одиноко
Кто-то рядом с тобою, но только
Тот, кого ты ждешь далеко…
Я как будто между небом и землей,
На перекрестке двух дорог…
Время нас меняет, стала я другой
И пора всё понять, всё по местам расставить, но…
Припев:
Но всё равно я буду, буду тебя любить,
Буду как прежде жить
Только одним тобой
И вопреки всему я выдержу, я смогу
И в сердце я сберегу
Эту любовь свою.
И никто не будет видеть моих слез,
Даже если будет слишком больно,
Я сумею все понять, простить сумею и принять
В тебе всё то, что невозможно поменять.
Припев:
Но всё равно я буду, буду тебя любить,
Буду как прежде жить
Только одним тобой
И вопреки всему я выдержу, я смогу
И в сердце я сберегу
Эту любовь свою.
Но все равно я буду, буду тебя любить…
Komentuj(0)
ogłoszenia

Komentuj(0)
do M***
Nigdy nie odeszłam… choć nie ma mnie już obok.
wybrałam własna drogę, i tak się składa
ze trudno wrócić do domu, temu kto już domu nie posiada...…
Dobrze, że nawet wykupiwszy bilet w jedna stronę Ja zawsze mam gdzie wrócić, bo ty jesteś moim domem…
Jedynym jaki uznaje moje serce,
Pełnym miłości i zrozumienia… nie proszę o nic więcej...
I choć już nawet samej sobie w twarz nie patrzę
źle czyniąc… nie potrafię inaczej...
I mimo wszystkich dni, które rany zabliźniły
Aby naprawić nasz świat, wciąż brakuje mi siły
Bo serce nadal świeżą krwią broczy
Nie umiem spojrzeć własnym lękom prosto w oczy
I chociaż wiem że zranię tym uczucia Twoje
Nie przekroczę granicy… zanadto się boję…
Nie chce by mnie znów unieszczęśliwiano...
Przepraszam. Wybacz mi ****

Komentuj(0)
;( obca?
muszę uśmiechać się szczerze, mimo to
Sama nie wiem w jaki sposób ale wiem dlaczego
bo wolę wybaczyć sprawcy niz oskarżyć niewinnego...
Bolą słowa dobyte ust złych
Chociaż krzty prawdy nie ma w nich
Są tak umiejętnie w mój obraz powplatane,
że nie wiem już czy kłamstwem sa, czy nie znam siebie samej...

Komentuj(0)
słodkie zapomnienie

Komentuj(1)
niebyt

Komentuj(0)
pożegnanie

Komentuj(0)
dedykowane nikomu...
zabawna, łączy ludzi znających się od dawna.
sama nie wiem, z nawyku czy głupoty
wpakowałam się nagle w kosmiczne kłopoty.
milczeniem plenię żal co we mnie drzemie
do kogoś kto obiecał raj, a ściągnął na ziemie.
do kogoś fałszywego, jak polityków zapewnienia,
że zmieni się film. A to obsada się zmienia.
Wiele czasu potrzebowałam by uprzątnąć ten bałagan
lecz choć spadłam z konia, zaraz na niego wsiadam.
choć jedną noga na tamtym świecie byłam przez moment
nie zostawiam księgi życia niedokończonej.
Jeszcze powstrzyma go ktoś, nim zniewoli słuchaczy
mówiąc o lojalności, choć nie wie co to znaczy.
to szczwana bestia i łeb ma nie od parady
choć w kwestii etyki, mój pies ma głębsze zasady.
przyznaje szczerze- to całkiem niegłupie.
zasad niewiele, tak by zmieściły się w du**
Powiedziałeś mi, że zanudzę słuchaczy
„piszesz tylko o sobie. Kto na twe uczucia baczy?”
wada czy zaleta pospolitego człowieka,
że nie na wszystkie pytania odpowiedzi docieka.
Powiadałeś że w wyścigu nie nadążę za wami
jesteś championem, ja dziewczynka z zapałkami.
Podziwiani tylko tacy jak ty
którzy osiągną cel, choć żaden z nich nie walczy.
godzien czy nie wszelkich zaszczytów
nie ważne. I tak doczeka się pomników..
rzucone kości. Dostane swoje 5 minut
lub bez litości kopa na podcięcie nóg
złóg obfitości, lecz co w nim nie moje
zabierzesz wszystko, widząc że się boję
a ja jak stałam tak stoję, szybko się pokrzepię
by dalej pisać o sobie, bo siebie znam najlepiej.

Mówiłeś, że mogę iść za wami
jasne! Siadaj! Wstań! Zaklaszcz uszami!
łzami się zalewać? W jakim świecie ty żyjesz?!
to jakby dać ci nóż, którym mnie zabijesz!
Powiedziałeś wiele słów. Kilku później żałowałeś.
Chciałeś mnie zniechęcić, a zmotywowałeś
do walki. Bym spadła z większej wysokości.
Zawiść pod maska fałszywej życzliwości.
Nie podałeś mi dłoni, gdy usiłowałam wstać,
Lecz dałeś mi wiele więcej niż zamierzałeś dać
Znać ciebie-to uczy kombinować.
mogę ci tylko podziękować Nie żeby teksty twe mi się nie podobały
Nazywasz je podziemiem… cóż, dla mnie to kanały.
Banały o lali Ziomaki z gminnych dożynek,
wiec w przyszłości nie wyzywaj mnie na pojedynek!
Dobrze się bawię będąc pacyfistka
Mogę wybaczyć wiele, ale wybacz- nie wszystko!
Nie nadstawie się ponownie raz spoliczkowana
oddam z nawiązka, wiec na kolana!
Pytasz ze zdumieniem co się ze mną stało?
Ktoś pozbawił nadziei, z satysfakcja. Zabolało
cios od przyjaciela- niespodziewany
zadany, wybaczony lecz nie zapomniany.
Wiedziałeś że masz władze wielka nade mną.
Ja jak dziecko ciągnione za noga alejka ciemna
śledziłam każde skinienie, bowiem wkoło dzikie cienie.
twa postawa- wieczne lekceważenie.
Błagałam abyś został. Ty się śmiałeś.
gdy opadałam z sił nagle przyspieszałeś.
jedyna szansą na ucieczkę się mieniłeś.
bawiąc uczuciami… przesadziłeś.
Myślałeś, że młode równa się naiwne.
wielkie będą konsekwencje negatywne.
Dziecko niczym gąbka chłonie dane.
Upodobni się do ciebie tak wychowywane
Pożałujesz kiedyś, chętnie się założę,
że gdy się wyłożysz, ono ci nie pomoże,
bo nie współczucia a obojętności nauczone
zaufania wobec ludzi pozbawione.
Dałeś mu siłę. Ono cie zniszczy
Pozostawiając na wietrze szczyptę twoich zgliszczy…
Jak niewolnica wypełniałam polecenia,
Az przyszedł dzień. Dzień wyswobodzenia.
Bo łaska to zwykle upływu czasu kwestia
dla pokornego więźnia, zasłużona amnestia.
Z więzienia gdzie pod celą nosisz się jak klawisz.
Koniec! Ta zabaweczka się już nie pobawisz!
Mogłabym w tym tekście nazwać cie po imieniu,
lecz to by nie była zemsta. Uległbyś uwiecznieniu.
Ty pojmujesz aluzje, świadom swych nadużyć
Nie uczynię cie wiecznym… na to trzeba zasłużyć!
A ty niszczysz sny. Marzenia niweczysz.
nie chcę słów twych, bo działaniem im przeczysz
Nadal mówisz do mnie, lecz już nie chcę słuchać.
Kłamiesz nazbyt często. Nie sposób ci zaufać.
„wszystko mi zawdzięczasz”- takich słów nie znoszę!
zacznę spadać, to się do ciebie zgłoszę!
uzależniłeś się od zdania tego
że nikt nie musi obwiniać o nic siebie samego
Powiesz kiedyś ”znam ją”. Kotku, bądźmy szczerzy…
ja zaprzeczę. Nikt ci nie uwierzy…
Komentuj(0)
złe myśli
Komentuj(1)
dość
."Nieokiełznana"Mam dość.Przejrzana na wskrośczuję się zagrożona.Przez jeden błąd,chcę uciec stąd.Na zimno osądzona.Szara jak dymnie jestem tym,Kim chcą bym była.Od kilku latzmieniam swój światBym siebie nie zmieniła.Poczucie winysprawia, że kim innymstaję sie w swych oczach.Słysząc wciaż i wszędzie"wiedziałem, że tak będzie"Wizja prorocza.Nie jestem zła,lecz oto "Cała ja"ciebie bulwersuję.Cóż to za obwinianieo spontaniczne działanie?Pomyśl co ja czuję!Nie jestem dzieckiem swiatła.Me ciało nie zabawka,lecz bawię się jak chcę.Wie o tym każdy, ktoraz ujrzał we mnie zło.Okiełznać nie dam się...Komentuj(0)
nie rób tego...
Komentuj(0)
znikam...
Nie udawaj, że mnie nie ma
jakbym zlała sie z powietrzem.
Nie udawaj zrozumienia
kiedy sama sobie przeczę.
Nigdy nie bądź dla mnie ogniem
co w tunelu drogę wskaże.
W ciemność strąci mnie rozsądek
zanim palce swe poparzę.
Pragnę tylko abyś podszedł
i byś wziął mnie w swoje dłonie,
jak mały złoty pieniążek
wart tak wiele... lecz to koniec.
Widzisz we mnie to co pragniesz
choć widziałeś jaka jestem
Zapomniałeś? Już nie zgadniesz
co się kryje za mym gestem.
Zlałam sie z tłumem dokoła
jak na plaży ziarnko piasku.
To realna życia szkoła
tak brutalnie uczy nas tu,
by nie kochać i nie ufać
bo to jak na włosku wisieć...
Spróbuj patrzeć oraz słuchać
tak by prawdę widzieć, słyszeć...
Komentuj(1)
dziewczynka z zapałkami w czystszej niż dotąd postaci...
ONA- Sigma to dziewczyna, której zycie nie rozpieszcza... otoczenie odbiera ja jako zelazna dame, za sprawą mistrzowskiego opanowania przez nia sztuki igrania pozorami. prywatnie nie jest zdolna do stawienia czoła swym problemom,ucieka przed rzeczywistoscia, i nie tylko... ON - Detal to najlepszy przyjaciel Sigmy. czuje sie za nia odpowiedzialny, a poniewaz nie może w żaden sposób kontrolować jej poczynań ani wywierac na nie wplywu... no dobra... narazie wiecej nie ujawniam... jeśli chcesz bym opublikowała kolejny "odcinek" wyslij sms o treści "tralala" pod numer na dole ekranu lub pokus sie o komentarz. byłabym tez wdzieczna za podanie dalej adresu tego bloga... a tak na poważnie to gdy uda mi się na dostepnym kompie odpalić płytę zapisana w wordzie 2007 [ nikłe szanse] lub gdy uda mi sie nagrać ją ponownie w czytelnym formacie retro... to istnieje spora szansa, iz opublikuję tu fragmenty najnowszego opowiadania mojej ulubionej i pokręconej dziewczynki z zapałkami...
Rozdział I „ONA”
"One way ticket..." melodia
płynąc z głośników kaleczyła uszy zwłaszcza, iż coś strasznie zakłócało odbiór i
zgrzyty niemalże uniemożliwiały identyfikację poszczególnych dźwięków. W pokoju
panował mrok. Na podłodze siedziała ONA, wpatrując sie w trzeszczącą skrzynkę.
Dom spał. Zdawało jej sie, że czuje jak spokojnie oddycha. Przez chwile prawie
uwierzyła, że mogłaby tu być szczęśliwa. Przez chwile chciała narzucić na
siebie poważnie sfatygowany, wełniany koc, w niegdyś błękitno-żółtą kratę, i zasnąć. Po
upływie tej właśnie chwili usłyszała warkot parkującego pod domem samochodu.
Drzwi trzasnęły. Auto odjechało. Klamka ustąpiła. Zawiasy zatrzeszczały.
Rzucony na komodę pęk kluczy, nie opanowawszy jeszcze dostatecznie sztuki
latania, z łomotem wylądował na podłodze. Sielanka sie skończyła. Drapieżnik
złapał trop... "Nikt sie nigdy nie dowie. To musi pozostać tajemnicą"
- zaklęcia, którymi przesiąknięte były ściany jej pokoju - "Nikt nie może
poznać prawdy. Milczenie jest złotem..." Na schodach rozbrzmiały stawiane
ciężko i najwyraźniej z niemałym trudem kroki. Instynkt samozachowawczy wziął
górę. Chwyciła plecak i rzuciła sie w stronę okna...
Rozdział II- "ON"
Detal ślęczał nad kolejną, jak zwykle
niespotykanie wciągającą powieścią Joe Alexa. Nie tak bystremu, jak mogłoby sie
wydawać, mordercy zaciskała sie pętla na gardle. Czytelnik luzował koszulę pod
szyją. Pot zraszał czoło osaczonego. Po ściankach kubka z mrożoną kawą
nieśmiało spływały przejrzyste kropelki. Latarnia za oknem naprzemiennie to świeciła
jasnym blaskiem, to znów gasła. Bezdomny pies pogonił kota sąsiadów. Ciche
pukanie sprawiło, że po plecach Detala przeszły ciarki. Otworzył drzwi nie pytając
"kto tam?". Podobne uprzejmości uważał za pretensjonalne i całkowicie
zbędne z punktu widzenia pragmatyka, jakim pragnął sie mienić... Stała w progu.
Włosy oblepiały jej twarz .Była wycieńczona. Najwyraźniej przybiegła.
- Czymże zasłużyłem na to niebywałe wyróżnienie,
by anioł zstąpił z niebios i nawiedził mnie tej nocy? - zaśmiał się wiedząc jak
teatralnie zabrzmiało to w jego ustach.
- Nie błaznuj! To do ciebie nie
pasuje. Mogę wejść do środka? Czy mam zapuścić korzenie?
- Zapraszam...Wszystkie gorące
nastolatki są tu mile widziane...
- Zaraz ochłonę - sapnęła podnosząc
do ust kubek z beżowym płynem- Jak możesz pić to paskudztwo?! Nawyk z rodzimej planety?
Daj coś normalnego! - podniosła wzrok na butelkę soku podawaną w tym momencie
przez Detala
- Zawsze to samo... Powtarzasz sie
jak zdarta płyta. Piję co lubię... Wiesz chyba gdzie jest lodówka? Jeśli
przyszłaś żeby przenocować to zaściel sobie wyrko bo zamierzam jeszcze
poczytać, a swoją drogą, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że odstraszasz mi
panienki. To twoje "pojawiam się i znikam..." Jak tu którąś zaprosić?
Koszmarnie by sie zdziwiła gdybyś w środku nocy wpakowała sie nam do łóżka...
-To zapraszaj takie, które lubią wielokąty... O ile znajdziesz jakąś, która cię
zechce...
-Przecież mi nie można sie oprzeć;)
- Tobie czy o ciebie? Nie
ważne... Pakuj się!
- Nigdzie się nie wybieram.
- Tak ci się tylko wydaje- burknęła zatrzaskując mu przed nosem niedoczytaną
książkę...
-Co ci chodzi po głowie?
-To nieistotne. Przecież i tak nie jesteś zdolny mi odmówić...
-Chyba żartujesz?!
- A wyglądam jakby mi było do śmiechu?
Znała go dostatecznie dobrze by przewidzieć twierdzącą odpowiedź. Na jego
szczęście wyrażoną jedynie skinieniem głowy. Przez chwilę skupiła uwagę na migającej
za oknem latarni. Detal stanął za nią. Objął w talii. Zdecydowanym ruchem przyciągnął
do siebie i mocno przytulił
-Wyczerpałaś już inne możliwości?
-To koniec. Finita la commedia...
-Aż tak źle?
-Gdybym miała konika byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie, ale jak
wiesz, nie mam...
-Obrałaś jakiś konkretny cel?
-Od jutra ja będę celem samym w sobie.
-Dlaczego dopiero od jutra?
-Wyruszamy o świcie...
Rozdział
III „Dzień zerowy”
-pobudka! Wstać!
Koniom wody dać! Obudź się, już czas- wyrwał go ze snu zdecydowany głos
-która godzina?
-wczesna
-to po co mnie budzisz kobieto?
-żeby ci w życiu za dobrze nie było- zaśmiała się-wiesz przecież, że kto rano wstaje…
-temu się powieki kleją!
-Zwlecz
swe szanowne zwłoki z łóżeczka bo czeka nas ciekawa wycieczka.
-a jak już wstanę,
co w zamian dostanę?
-dostaniesz jak nie wstaniesz!
kuksańca w bok i kopniaka w krok!
gryza w rękę i z piąchy w szczękę… zostałeś ostrzeżony więc nie bądź zdziwiony.
-oki, Oki. Już zwlekam zwłoki.
-zrobiłabym ci grzanki…
-obiecanki-cacanki
-tak? To zrób sobie sam
-skądś to chyba znam.
-zasadził ci ktoś kiedyś glana między oczy w taki poranek uroczy?
-jeszcze nie.
-to pilnuj się!
Sigma, prowadząc
politykę forso zachowawczą zdecydowała, że najlepiej będzie podróżować
auto-stopem. Zatrzymała pierwsza z brzegu ciężarówkę. Kierowca był dziwny.
Miły, ale nie zapytał nawet dokąd zmierzają. Jakby to było oczywiste. Rozmowa
się nie kleiła. Sigma zasnęła wtulona w Detala, a ten po chwili również
odpłynął…
-gdzie ja…? –
zapytała zerwawszy się w obcym pokoju, w obcym łóżku, sama.
-W moim domu- zachichotał głos w drzwiach- twój przyjaciel śpi tuz za ścianą.
-gdzie moje rzeczy?
-bez obaw. Wszystko na swoim miejscu.
-jak się tu znalazłam?
-Spałaś tak słodko, że razem z mężem
zdecydowaliśmy się przenieść cię do pokoju gościnnego. Mniemam, iż zostaniecie
na dłużej?
-nie sądzę. To znaczy nie chcielibyśmy się narzucać.
-nie istnieje nawet taka możliwość… Wasze towarzystwo przysporzy nam wiele
radości- uśmiechnęła się, tytułem potwierdzenia, a odchodząc dodała- ubierz się
i zejdź na śniadanie.
-Dziwne… zadumała się
nad wymijającą odpowiedzią, jednak posłusznie zaczęła się ubierać.
Jadalnia znajdowała
się w południowej części domu. Przynajmniej takie wrażenie odniosła Sigma i utwierdziła
się w nim ujrzawszy słońce które właśnie nieśmiało wdzierało się do środka
przez pryzmat oszklonej ściany. Mieszkańcy dzielili tą przestrzeń z ogromna
ilością kwiatów, począwszy od pospolitych pelargonii, których specyficzna woń
równoważył łagodny aromat egzotycznych storczyków, kończąc na miniaturowej
magnolii, zrzucającej już powoli, jakże bezwstydnie swe delikatne niczym muśnięcie
wiatru kremowo-różowe odzienie wprost na gładką, niczym niezmącona taflę wody.
Wzbudzały na niej fale, niczym miniaturowe sztormy, gasnące równie szybko, jak
płomień zapałki nieosłoniętej przed wrogim podmuchem. Za ogromnymi, również
szklanymi, otwartymi na oścież drzwiami roztaczał
swe uroki ogród. Ogród bajkowy niemalże, bo zdobiony licznymi fontannami i
rzeźbami. Ścieżki wyłożone kolorowymi kamieniami i szkiełkami wiły się,
przeplatały, tworząc cudna mozaikę. W powietrzu unosił się słodki zapach
suszącego się siana i konfitur stojących na okrągłym, dębowym stole, przy
którym czekali już pogodni gospodarze tegoż raju.
-Widzę, ze zauroczył
cie nasz ogród?- rzekła łagodnym głosem pani domu.
-Podziwiam państwa. Doprawdy, wiele wysiłku musi kosztować utrzymanie czegoś
takiego w nienagannym stanie.
-rzeczywiście… Usiądź i zjedz coś. Trzeba uzupełnić siły.
-a Detal?
-nie zje z nami. Jeszcze śpi.
Sigma zasiadła w
gustownym, wiklinowym fotelu. Nieśmiało wyciągnęła kromkę chleba z koszyczka,
po czym zaczęła smarować ją dżemem, bardzo dużą ilością dżemu.
-jestem Adam- zaczął
gospodarz- a to moja żona Anna.
-miło mi. Jestem Sigma
-wiemy. Przedstawiłaś się już wczoraj.
-naprawdę? Nie przypominam sobie.
-nic dziwnego. Byłaś zaspana.
-spałaś jak dziecko- zaśmiał się Detal, który właśnie zajął miejsce za jej
plecami…
Podczas, gdy wyłączyła się z rozmowy, mogła spojrzeć na
całą sytuację nieco z boku. Potrafiła wyobrazić sobie rodzinę jaką dotychczas oglądała tylko w telewizji.
Marzyła o takim życiu, a teraz zrozumiała, ze to czego tak pragnęła nie było
nawet w części tak doskonałe. Tylko gdzie tkwił haczyk?
-wszystko w
porządku?- zaniepokoiła się Anna
-zamyśliłam się…
-wybacz ciekawość, ale można wiedzieć nad czym?
-raczej nie…
-rozumiem. Ostrzegam tylko, że zbyt
głębokie przemyślenia przystoją filozofom i poetom… dla pozostałych ludzi mogą
stanowić zagrożenie…
-Sigma zalicza się do obydwu bezpiecznych kategorii- wtrącił Detal- moglibyśmy
przejść się po posiłku?
-ależ oczywiście. Oprowadzę was.
Anna cudownie
opowiadała o każdej cząstce składowej swego otoczenia. Co kilka chwil
przerywało jej spontaniczne „Jakie to cudowne!” wyrażające zachwyt Sigmy.
-wszędzie widzisz
piękno- spostrzegła przewodniczka- To dobrze. Ludzie nie potrafią czerpać
radości z rzeczy tak prostych…
-trzeba się cieszyć
tym co jest dostępne… Inaczej wiecznie będziemy nieszczęśliwi.
-masz szczęście bo jesteś szczęśliwa, a jesteś szczęśliwa bo
wierzysz w swoje szczęście?
-wierzę, że wolę być
niż mieć… ale wiem, że by być, muszę mieć… jakimś fuksem na razie dostaję od świata dość wiele by być…
być szczęśliwą…
-niecodzienne
podejście. A do czego dążysz? Bo to chyba niemożliwe byś nie chciała od życia
niczego więcej?
-chcę sama decydować
o sobie…
Detal spoglądał na tą
scenę z niepokojem. Sigma nigdy nie należała do osób przesadnie wylewnych…
Nawet przed nim, czego był w pełni świadom, grała swoją rolę, ukrywając łagodniejsza stronę swej natury. I nagle,
przed ta zupełnie obca kobietą, stoi jako mała, delikatna dziewczynka. Nie mógł
w to uwierzyć. Czuł wręcz, że Anna podejrzanie szybko obłaskawia Sigmę. Czy zburzy mur, budowany przez nią na przestrzeni wielu lat? Jemu to się nie
udało… Czy możliwe by tak łatwo oczarował ją ten świat dobroci i dostatku osadzony
w scenerii całkiem nierealistycznej? Czy to jakaś obca istota nie nosząca w
sobie bólu, który był dotychczas siłą zmuszającą do walki, choć nie chciała walczyć? Czy to
kolejna manipulacja pozorami?
-czas na obiad-
mruknął
-zwariowałeś? Dopiero
skończyliśmy śniadanie!- zbulwersowała się
-jeszcze rosnę. Muszę
dużo jeść.
- ty rośniesz? Chyba
w szerz?
-zwyczajowo, zaczepna
jak granat.
-spokojnie dzieciaki. Przecież się nie pali. Możemy spokojnie zjeść , a potem możecie pojeździć konno, jeśli chcecie oczywiście.
Zgodnie z obietnicą natychmiast po skończonym posiłku Anna zaprowadziła gości do stajni, bo
ona, w otoczeniu prywatnego (co pozwoliła sobie wyraźnie podkreślić) parku
zajmowała tyły domu.
-Potraficie jeździć
konno?
-Sigma to
mistrzyni-burknął ironicznie
-pani pozwoli-
wtrąciła się Sigma- chętnie się przejadę
-chcesz skręcić
kark?- Detal poważnie się zaniepokoił.
-pomóc ci osiodłać?-
zainteresowała się Anna
-W żadnym wypadku.
Ktoś kto nie radzi sobie z obsługa konia, nie zasługuje by na nim jeździć.
-profesjonalne
podejście. W takim razie bawcie się dobrze.
-ja na pewno będę, a Detal…
proponuję żeby jeszcze pojadł… może mu
coś urośnie… na przykład poczucie humoru.
Gdy Sigma oddaliła
się już, Anna usiadłszy na drewnianym ogrodzeniu
zwróciła się do Detala:
-Odjechała..
-trudno nie zauważyć.
Co w związku z tym?
-możemy porozmawiać.
-o czym?
-o faktach. Przed
czym uciekacie? Zapewne szuka was już policja.
-co pani przyszło do
głowy?- krzyknął stylizując na gniew swój strach
-Ja tylko chcę wam
pomóc. Nie jesteście przecież turystami. Trwa rok szkolny. Nikt nie rzuca
wszystkiego bez powodu, poważnego powodu. Twoim powodem jest ona, a jej?
-o niczym nie
będziemy rozmawiać, chyba że o pogodzie. Jeśli przysparzamy problemów możemy się spakować i zniknąć. Nie
szukamy kłopotów. Poradzimy sobie sami.
-niewykluczone,
możliwe a nawet prawdopodobne… ale na jak długo? Nie można wiecznie uciekać.
-proszę wybaczyć, ale
naprawdę za daleko się pani posuwa.
Niewątpliwie jesteśmy winni wdzięczność
za to co państwo dla nas robią, lecz będzie musiało wystarczyć wam „dziękuję”.
-rozumiem, że jej
siniaki również ci nie przeszkadzają?
-nigdy nie widziałem.
- wyglądasz i
zgrywasz sie na bystrzaka a strasznie mało spostrzegawczy jesteś.
-nikt nie jest
idealny…
-niewątpliwie…
myślałeś o tym, ze prędzej czy później ona i tak będzie tam musiała wrócić?
-raczej później…
-skoro tak stawiasz
sprawę, wieczorem porozmawiam z twoją przyjaciółką.
-odradzam
-boisz się czegoś?
-takie chwyty na mnie
nie działają. Na Sigmę także nie…
…
Wieczór zbliżał się
wielkimi krokami. Słońce chyliło się ku zachodowi a Sigmy ciągle nie było. Detal
zaczynał już się denerwować, czy oby nie miała jakiegoś wypadku i nie leży
teraz w jakiejś dziurze niczym Ania w zielonego wzgórza.
-nic jej nie będzie- kojącym głosem rzuciła Anna zbliżywszy się do ogrodzenia, na którym
on właśnie przesiadywał- chyba domyślam się gdzie jest. Zanieśmy jej bluzę
zanim się przeziębi.
-sam jej zaniosę.
Powiedz tylko gdzie szukać.
-siedzi na powalonym
drzewie nad stawem. Słyszałam tam rżenie Somniuma. To niedaleko. Zaczekam na
was z kolacją.
Detal bez dalszej
zwłoki pognał we wskazanym kierunku. Rzeczywiście, Sigma przywiązała konia do
jednej z gałęzi sama zaś bezmyślnie
trącała patykiem dryfujące liście. Nie potrafił określić czy była smutna, szczęśliwa
czy po prostu rozmyślała nad swą obecną sytuacją planując jednocześnie najbliższą
przyszłość. Gdyby nie Somnium, który wyczuwszy intruza zaczął nerwowo parskać,
stałby tak pewnie w nieskończoność
niezauważony, podziwiając urok skupienia towarzyszącego każdej spędzanej
przez nią samotnie chwili. Niestety zwierze nie uznawało kompromisów.
Dziewczyna podniosła wzrok. Nie mogąc już jednak dojrzeć twarzy swego
obserwatora, z powodu zapadnięcia zmroku, sucho wypranym z emocji głosem
spytała:
-czego się gapisz?
-martwiłem się…
-długo tak stoisz?
-nie. Właśnie przyszedłem. Słyszałem twego zwierzaka. Pomyślałem, że przyniosę
coś do okrycia. Chłodno dziś.
Podszedł bliżej po chwiejącej się starej wierzbie próbował… No właśnie… Chcieć nie zawsze znaczy móc. Buntujący
się zmysł równowagi zafundował mu wieczorną kąpiel w zimnej wodzie.
-łamaga- prychneła
-dziewczyno! Jak ty to robisz, że nawet się nie zachwiejesz?
-czy to nieudolna prośba o ratunek? Nie godzi przypadkiem w twoją męską dumę?
Zachichotała, wstając bez najmniejszych problemów i wyciągając w jego kierunku
kij dzierżony w dłoni. Detal, aczkolwiek niechętnie, przyjął pomoc. W ramach
odwetu podjął próbę wciągnięcia towarzyszki
za sobą… Jednak ona przewidziawszy taki scenariusz wydarzeń w porę
puściła patyk.
-tak się bawić nie będziemy… Za dobrze cię znam. Radź sobie sam. Teraz twoja bluza na niewiele mi się
zda- dodała, gdy Detal dogrzebał się już do brzegu- jeśli komuś obecnie grozi
zaziębienie, to jesteś to ty.
-Sigma…
-czego (…) Sobie życzysz?
-nie podoba mi się tu…
-mnie wręcz przeciwnie, ale wiem co masz na myśli… Zbyt piękne by było
prawdziwe…
-myślałem, że…
-nie rób ze mnie aż tak beznadziejnej idiotki. Trafiliśmy do chatki z piernika.
Może nas utucza i zjedzą, no w twoim przypadku pójdzie gładziuchno … Albo we
śnie pokroją w kawałki a nasze narządy
sprzedadzą na przeszczepy… Ale czy mamy wybór?
-tak ostrej wersji nawet ja nie zakładałem
-to po kiego grzyba zawracasz mi głowę? Może
po prostu są mili.
-i nieistotne , że pilnują nas na każdym kroku?
-zapewne założyli nam podsłuchy, a na każdym drzewie zamontowali kamery… Wielki
brat patrzy… Nie popadajmy w paranoję. Nas jest dwoje. Ich jest dwoje. Szanse
wyrównane. Chyba , że zawiadomili policję i starają się zyskać na czasie, ale
wtedy już siedzielibyśmy w radiowozie.
-to kiedy pryskamy?
Ostatnie z pytań zbyła jednoznacznym spojrzeniem...
Komentuj(1)